Trzepie skrzydłem jak motyl na szpilce przybity,

Aż ujrzawszy wśród łąki ptaka lub zająca,

Runie nań z góry jako gwiazda spadająca.

Kiedyż nam Pan Bóg wrócić z wędrówki dozwoli,

I znowu dom zamieszkać na ojczystej roli,

I służyć w jeździe, która wojuje szaraki,

Albo w piechocie, która nosi broń na ptaki,

Nie znać innych prócz kosy i sierpa rynsztunków100,

I innych gazet, oprócz domowych rachunków!

Nad Soplicowem słońce weszło i już padło