Na strzechy i przez szpary w stodołę się wkradło;

I po ciemnozielonym, świeżym, wonnym sianie,

Z którego młodzież sobie zrobiła posłanie,

Rozpływały się złote, migające pręgi

Z otworu czarnej strzechy jak z warkocza wstęgi;

I słońce usta sennych promykiem poranka

Drażni jak dziewczę kłosem budzące kochanka.

Już wróble skacząc, świerkać101 zaczęły pod strzechą;

Już trzykroć gęgnął gąsior, a za nim jak echo

Odezwały się chórem kaczki i indyki