I słychać bydła w pole idącego ryki.

Wstała młodzież. Tadeusz jeszcze senny leży;

Bo też najpóźniej zasnął. Z wczorajszej wieczerzy

Wrócił tak niespokojny, że o kurów pianiu

Jeszcze oczu nie zmrużył, a na swym posłaniu

Tak kręcił się, że w siano jak w wodę utonął,

I spał twardo, aż zimny wiatr w oczy mu wionął,

Gdy skrzypiące stodoły drzwi otwarto z trzaskiem,

I bernardyn, ksiądz Robak, wszedł z węzlastym paskiem,

«Surge puer102!» wołając i ponad barkami