Cwałując tuż przy kołach, gadali z damami.

Ksiądz Robak po dziedzińcu wolnym chodził krokiem

Kończąc ranne pacierze; ale rzucał okiem

Na pana Tadeusza, marszczył się, uśmiechał,

Wreszcie kiwnął nań palcem, Tadeusz podjechał;

Robak palcem po nosie dawał mu znak groźby:

Lecz mimo Tadeusza pytania i prośby,

Ażeby mu wyraźnie, co chce, wytłumaczył,

Bernardyn odpowiedzieć ni spojrzeć nie raczył;

Kaptur tylko nasunął i pacierz swój kończył,