Nic tam nie było widać; słudzy bez ustanku

Strzelali z dolnych pięter, a ja i pan z ganku.

Wszystko szło pięknym ładem, choć w tak wielkiej trwodze:

Dwadzieścia strzelb leżało tu na tej podłodze;

Wystrzeliliśmy jedną, podawano drugą.

Ksiądz proboszcz zatrudniał się czynnie tą usługą,

I pani, i panienka, i nadworne panny:

Trzech było strzelców, a szedł ogień nieustanny.

Grad kul sypały z dołu moskiewskie piechury;

My z rzadka, ale celniej dogrzewali z góry.