Nie dla Waszeci owoc, nic z tego nie będzie».

Potem palcem pogroził, kaptura poprawił,

I odszedł. Hrabia jeszcze chwilę w miejscu bawił,

Śmiejąc się i klnąc razem tej nagłej przeszkodzie.

Okiem powrócił w ogród, ale już w ogrodzie

Nie było jej; mignęła tylko śród okienka

Jej różowa wstążeczka i biała sukienka.

Widać na grzędach, jaką przeleciała drogą,

Bo liść zielony, w biegu potrącony nogą,

Podnosił się, drżał chwilę, aż się uspokoił,