Ach, co to był za domek! Plan mam dotąd w biurku.

Otóż, na me nieszczęście, najął dom w sąsiedztwie

Jakiś mały czynownik154 siedzący na śledztwie;

Trzymał kilkoro chartów155: co to za męczarnie,

Gdy blisko mieszka mały czynownik i psiarnie!

Ilekroć z książką wyszłam sobie do ogrodu,

Użyć księżyca blasku, wieczornego chłodu

Zaraz i pies przyleciał, i kręcił ogonem,

I strzygł uszami, właśnie jakby był szalonym.

Nieraz się nalękałam. Serce mi wróżyło