Z tych psów jakieś nieszczęście: tak się też zdarzyło.

Bo gdym szła do ogrodu pewnego poranka,

Chart u nóg mych zadławił mojego kochanka

Bonończyka! Ach, była to rozkoszna psina,

Miałam ją w podarunku od księcia Sukina

Na pamiątkę; rozumna, żywa jak wiewiórka:

Mam jej portrecik, tylko nie chcę iść do biurka.

Widząc ją zadławioną156, z wielkiej alteracji157

Dostałam mdłości, spazmów, serca palpitacji.

Może by gorzej jeszcze z moim zdrowiem było;