Szczęściem, nadjechał właśnie z wizytą Kiryło

Gawrylicz Kozodusin, wielki łowczy dworu.

Pyta się o przyczynę tak złego humoru,

Każe wnet urzędnika przyciągnąć za uszy;

Staje pobladły, drżący i prawie bez duszy.

»Jak śmiesz — krzyknął Kiryło piorunowym głosem —

Szczuć wiosną łanię kotną tuż pod carskim nosem?«

Osłupiały czynownik darmo się zaklinał,

Że polowania dotąd jeszcze nie zaczynał,

Że z wielkiego łowczego wielkim pozwoleniem,