Gdy w powietrzu zawisną, zaledwo widome182,

I chociaż brzęczą, myślisz, że są nieruchome.

Dziewczyna powiewała podniesioną w ręku

Szarą kitką, podobną do piór strusich pęku;

Nią zdała się oganiać główki niemowlęce

Od złotego motylów deszczu. W drugiej ręce

Coś u niej rogatego, złocistego świeci,

Zdaje się, że naczynie do karmienia dzieci:

Bo je zbliżała dzieciom do ust po kolei;

Miało zaś kształt złotego rogu Amaltei183.