Tak zatrudniona, przecież obracała głowę

Na pamiętne szelestem krzaki agrestowe,

Nie wiedząc, że napastnik już z przeciwnej strony

Przybliżył się, czołgając jak wąż przez zagony,

Aż wyskoczył z łopuchu. Spojrzała — stał blisko,

O cztery grzędy od niej, i kłaniał się nisko.

Już głowę odwróciła i wzniosła ramiona,

I zrywała się lecieć jak kraska184 spłoszona,

I już lekkie jej stopy wionęły nad liściem,

Kiedy dzieci, przelękłe podróżnego wniściem185