Przeświecało coś na wskroś jakby oczu dwoje.

Samotny Hrabia długo jeszcze stał w ogrodzie.

Dusza jego, jak ziemia po słońca zachodzie,

Ostygała powoli, barwy brała ciemne;

Zaczął marzyć, lecz sny miał bardzo nieprzyjemne.

Zbudził się, sam nie wiedząc, na kogo się gniewał:

Niestety, mało znalazł! nadto się spodziewał!

Bo gdy zagonem pełzał ku owej pasterce,

Paliło mu się w głowie, skakało w nim serce;

Tyle wdzięków w tajemnej nimfie upatrywał,