Wreszcie, jakby porwana koralu potokiem,

Upadła nań i cała wzdłuż się rozpostarła.

Łokcie na trawie, skronie na dłoniach oparła,

Z głową na dół skłonioną; na dole u głowy,

Błysnął francuskiej książki papier welinowy198;

Nad alabastrowymi stronicami księgi,

Wiły się czarne pukle i różowe wstęgi.

W szmaragdzie bujnych traw, na krwawnikowym szalu,

W sukni długiej, jak gdyby w powłoce koralu,

Od której odbijał się włos z jednego końca,