Ja ileż wam winienem, o domowe drzewa!

Błahy strzelec, uchodząc szyderstw towarzyszy

Za chybioną źwierzynę, ileż w waszej ciszy

Upolowałem dumań, gdy w dzikim ostępie,

Zapomniawszy o łowach, usiadłem na kępie,

A koło mnie srebrzył się tu mech siwobrody,

Zlany granatem czarnej, zgniecionej jagody,

A tam się czerwieniły wrzosiste pagórki,

Strojne w brusznice251 jakby w koralów paciórki.

Wokoło była ciemność; gałęzie u góry