A ten, nie dosłyszawszy, dał kreskę Domeyce.

Gdy na uczcie wniósł zdrowie marszałek Rupejko:

»Wiwat Doweyko!« — drudzy krzyknęli: »Domeyko!«

A kto siedział pośrodku, nie trafił do ładu,

Zwłaszcza przy niewyraźnej mowie w czas obiadu.

Gorzej było. Raz w Wilnie jakiś szlachcic pjany

Bił się w szable z Domeyką i dostał dwie rany;

Potem ów szlachcic, z Wilna wracając do domu,

Dziwnym trafem z Doweyką zjechał się u promu.

Gdy więc na jednym promie płynęli Wilejką,