Woła przez okno Zosię, bawiącą się w sadzie.

Zosia w porannym stroju i z głową odkrytą

Stała, trzymając w ręku podniesione sito;

Do nóg jej biegło ptastwo. Stąd kury szurpate

Toczą się kłębkiem; stamtąd kogutki czubate,

Wstrząsając koralowe na głowach szyszaki

I wiosłując skrzydłami przez bruzdy i krzaki,

Szeroko wyciągają ostrożaste317 pięty;

Za nimi z wolna indyk sunie się odęty

Sarkając na gderanie swej krzykliwej żony;