Leciały jak przed wozem bogini rozkoszy319.

Zosia przez okno z krzykiem do alkowy wpadła,

I na kolanach ciotki zadyszana siadła;

Telimena, całując i głaszcząc pod brodę,

Z radością zważa dziecka żywość i urodę

(Bo prawdziwie kochała swą wychowanicę).

Ale znowu poważnie nastroiła lice320,

Wstała i przechodząc się wszerz i wzdłuż alkowy,

Dzierżąc palec przy ustach, tymi rzekła słowy:

«Kochana Zosiu, już też całkiem zapominasz