Wreszcie czas upatrzywszy ku niemu podbiega:

Czy zdrów? dlaczego smutny? pyta się, nalega,

Napomyka o Zosi, zaczyna z nim żarty;

Tadeusz nieruchomy, na łokciu oparty,

Nic nie gadając marszczył brwi i usta krzywił:

Tym bardziej Telimenę pomięszał i zdziwił.

Zmieniła więc natychmiast twarz i ton rozmowy,

Powstała zagniewana, i ostrymi słowy

Poczęła nań przymówki sypać i wyrzuty.

Porwał się i Tadeusz jak żądłem ukłuty,