Być szpiegiem swej kochanki; nawet jak szkaradnie,

Odmieniać smak i serce — lecz któż sercem władnie?

Darmo chce brak miłości zastąpić sumnieniem,

Chłód duszy ogrzać znowu jej wzroku promieniem:

Już ten wzrok, jako księżyc światły a bez ciepła,

Błyskał po wierzchu duszy, która do dna krzepła.

Takie robiąc sam w sobie wyrzuty i skargi,

Pochylił w talerz głowę, milczał i gryzł wargi.

Tymczasem zły duch nową pokusą go wabi,

Podsłuchiwać, co Zosia mówiła do Hrabi.