Dziewczyna, uprzejmością Hrabiego ujęta,

Zrazu rumieniła się, spuściwszy oczęta,

Potem śmiać się zaczęli, w końcu rozmawiali

O jakimś niespodzianym w ogrodzie spotkaniu,

O jakimś po łopuchach i grzędach stąpaniu,

Tadeusz, wyciągnąwszy co najdłużej uszy,

Połykał gorzkie słowa i przetrawiał w duszy.

Okropną miał biesiadę. Jak w ogrodzie żmija

Dwoistym żądłem zioło zatrute wypija,

Potem skręci się w kłębek i na drodze legnie,