Grożąc stopie, co na nią nieostrożnie biegnie:

Tak Tadeusz, opiły trucizną zazdrości,

Zdawał się obojętny, a pękał ze złości.

W najweselszym zebraniu, niech się kilku gniewa,

Zaraz się ich ponurość na resztę rozlewa:

Strzelcy dawniej milczeli; druga stołu strona

Umilkła, Tadeusza żółcią342 zarażona.

Nawet pan Podkomorzy nadzwyczaj ponury,

Nie miał ochoty gadać, widząc swoje córy,

Posażne i nadobne panny, w wieku kwiecie,