Jeszcze silniej pociągnął drugiego ciężaru;
I wnet gil, który siedział na wierzchu zegaru,
Trzepiocąc skrzydłem zaczął ciąć kurantów nuty.
Ptak sztucznie wyrobiony, szkoda, że zepsuty,
Ząjąkał się i piszczał, im dalej, tym gorzéj.
Goście w śmiech; musiał przerwać znowu Podkomorzy.
«Mości Kluczniku — krzyknął — lub raczej puszczyku,
Jeśli dziób twój szanujesz, dość mi tego krzyku».
Ale Gerwazy groźbą wcale się nie strwożył;
Prawą rękę poważnie na zegar położył,