Zniknął z oczu, szukano, gdzie się pod stół schował:

Gdy nagle, z drugiej strony, wyszedł jak spod ziemi,

Podniósłszy w górę ławę ramiony silnemi,

Okręcił się jak wiatrak, oczyścił pół sieni,

Wziął Hrabię; i tak oba, ławą zasłonieni,

Cofali się ku drzwiczkom; już dochodzą progów:

Gerwazy stanął, jeszcze raz spojrzał na wrogów.

Dumał chwilę, niepewny, czy cofać się zbrojnie,

Czyli z nowym orężem szukać szczęścia w wojnie:

Obrał drugie. Już ławę jak taran murowy