Nieraz w zwadach karczemnych, Wojski w niej celował:

Widać z zamachu ręki, że silnie uderzy,

A z oczu łacno zgadnąć, że w Hrabiego mierzy

(Ostatniego z Horeszków, chociaż po kądzieli),

Mniej baczni młodzi ruchów starca nie pojęli:

Gerwazy zbladnął, ławą Hrabiego zakłada,

Cofa się ku drzwiom. «Łapaj!» krzyknęła gromada.

Jako wilk, obskoczony znienacka przy ścierwie,

Rzuca się oślep w zgraję, co mu ucztę przerwie;

Już goni, ma ją szarpać: wtem śród psiego wrzasku