I w lasach cisza. Ptaszek zbudzony nie śpiewa;

Otrząsnął pierze z rosy, tuli się do drzewa,

Głowę wciska w ramiona, oczy znowu mruży

I czeka słońca. Kędyś, u brzegów kałuży,

Klekce bocian. Na kopach siedzą wrony zmokłe,

Rozdziawiwszy się ciągną gawędy rozwlokłe374;

Obrzydłe gospodarzom jako wróżby słoty.

Gospodarze już dawno wyszli do roboty.

Już zaczęły żniwiarki swą piosnkę zwyczajną,

Jak dzień słotny ponurą, tęskną, jednostajną,