Furknęła kałamaszka, ginie w mgły obłokach;

Tylko kiedy niekiedy kaptur mnicha bury

Wznosi się nad tumany jako sęp nad chmury.

Woźny już dawniej wyszedł ku domowi Hrabi.

Jak lis bywalec, gdy go woń słoniny wabi,

Bieży ku niej, a strzelców zna fortele skryte,

Bieży, staje, przysiada coraz, wznosi kitę

I wiatr nią jak wachlarzem ku swym nozdrzom tuli,

Pyta wiatru, czy strzelcy jadła nie zatruli:

Protazy zeszedł z drogi i wzdłuż sianożęci