Na obelgę śmiertelną dla uszu szlachcica,

I której żaden nigdy nie słyszał Soplica,

Zadrżał Tadeusz, twarz mu pobladła jak trupia,

Tupnąwszy nogą, usta ścisnąwszy, rzekł: «Głupia!»

Odszedł; lecz wyraz «podłość» echem się powtórzył

W sercu. Wzdrygnął się młodzian, czuł, że nań zasłużył,

Czuł, że wyrządził wielką krzywdę Telimenie,

Że go słusznie skarżyła, mówiło sumienie;

Lecz czuł, że po tych skargach tym mocniej ją zbrzydził.

O Zosi, ach! pomyślić nie ważył się, wstydził.