Brane z fartuszka garście zaklętego złota.

Dalej, z rowu wybiegłszy, strumień na równinie

Rozkręca się, ucisza, lecz widać że płynie,

Bo na jego ruchomej, drgającej powłoce

Wzdłuż miesięczne światełko drgające migoce.

Jako piękny wąż żmudzki, zwany giwojtosem,

Chociaż zdaje się drzemać, leżąc między wrzosem,

Pełźnie, bo na przemiany srebrzy się i złoci,

Aż nagle zniknie z oczu we mchu lub paproci:

Tak strumień kręcący się chował się w olszynach,