Które na widnokręgu czerniały kończynach,

Wznosząc swe kształty lekkie, niewyraźne oku,

Jak duchy na wpół widne, na poły w obłoku.

Między stawami w rowie młyn ukryty siedzi.

Jako stary opiekun, co kochanków śledzi,

Podsłuchał ich rozmowę, gniewa się, szamoce,

Trzęsie głową, rękami, i groźby bełkoce:

Tak ów młyn nagle zatrząsł mchem obrosłe czoło

I palczastą swą pięścią wykręcając wkoło,

Ledwo klęknął i szczęki zębowate ruszył,