Patrzy: widzi przy oknie ludzi uzbrojonych,

W czarnych krótkich kaszkietach, w mundurach zielonych.

Jeden z nich, opasany szarfą, trzymał szpadę

I ostrzem jej kierował swych drabów gromadę,

Szepcąc: «Wiąż! wiąż!» Dokoła leżą jak barany

Dżokeje w pętach; Hrabia siedzi niezwiązany

Lecz bezbronny; przy nim dwaj z gołymi bagnety

Stoją drabi. Poznał ich Gerwazy, niestety!

Moskale!!!

Nieraz Klucznik był w podobnych trwogach,