Ale nie pękły! Klucznik ze wstydu i zgrozy

Przewrócił się i w ziemię schowawszy twarz gniewną,

Zamknąwszy oczy, leżał nieczuły jak drewno.

Wtem ozwały się bębny; naprzód z rzadka, potem

Coraz gęstszym i coraz głośniejszym łoskotem.

Na ten apel rozkazał oficer Moskali,

Dżokejów z Hrabią zamknąć pod strażą na sali,

Szlachtę wieść na dwór, kędy stała druga rota.

Nadaremnie Kropiciel dąsa się i miota.

Sztab stał we dworze, a z nim zbrojnej szlachty wiele: