Na wpół widne, na poły w czerni chmur się chowa,

Jak rozżarzona w węglach kowalskich podkowa.

Wiatr wzmagał się i pędził obłoki ze wschodu,

Gęste i poszarpane jako bryły lodu;

Każdy obłok w przelocie deszczem zimnym prószy,

Z tyłu za nim wiatr leci i deszcz znowu suszy,

Za wiatrem znowu obłok nadbiega wilgotny:

I tak dzień na przemiany był chłodny i słotny.

Tymczasem Major belki schnące pode dworem

Każe wlec, w każdej belce wysiekać toporem