Dobył szpady, broniąc się, zbliżał się do progu.

Wtem, z drugiej strony izby wpada szlachty wiele

Przez okna, z rapierami, Rózeczka na czele.

Płut w sieni, Ryków za nim, wołają żołnierzy.

Już trzech najbliższych domu na pomoc im bieży,

Już przeze drzwi włażą trzy błyszczące bagnety,

A za nimi trzy czarne schylone kaszkiety.

Maciek stał u drzwi z Rózgą wzniesioną do góry,

Lgnąc do ściany, czatował jako kot na szczury,

Aż ciął okropnie: może głowy by trzy zwalił;