Dwóch drugich szlachty zranił, do trzeciego strzela:

Uciekają. Było to przy kłodzie Chrzciciela.

Ten już miał ręce wolne, gotowe ku walce;

Wstał, podniósł dłoń i zwinął w kłębek długie palce,

I z góry tak uderzył w grzbiet Rosyjanina,

Że twarz jego i skroń wbił w zamek karabina;

Trzasł zamek: lecz zalany krwią proch już nie spalił;

Sierżant u nóg Chrzciciela na swą broń się zwalił.

Chrzciciel schyla się, chwyta karabin za rurę

I wijąc jak kropidłem podnosi go w górę,