Szereg już pół dziedzińca przeszedł bez oporu;

Kapitan pokazując szpadą na drzwi dworu,

Krzyczy: «Sędzio! poddaj się, bo dwór spalić każę!»

«Pal — woła Sędzia — ja cię w tym ogniu usmażę».

O dworze Soplicowski! Jeśli dotąd całe

Świecą się pod lipami twoje ściany białe,

Jeśli tam dotąd szlachty sąsiedzkiej gromada

Za gościnnymi stoły Sędziego zasiada:

Pewnie tam piją często za Konewki zdrowie;

Bez niego już by było dziś po Soplicowie!