Konewka dotąd małe dał męstwa dowody.

Choć najpierwszy ze szlachty uwolniony z kłody,

Choć zaraz znalazł w wozie swą miłą konewkę,

Swój szturmak faworytny i z nim kul sakiewkę:

Nie chciał bić się; powiadał, że sobie nie ufa

Na czczo. Szedł więc, gdzie stała spirytusu kufa:

Ręką jak łyżką strumień do ust sobie chylił.

Dopiero, gdy się dobrze rozgrzał i posilił,

Poprawił czapkę, z kolan wziął do rąk konewkę,

Zmacał sztenflem naboju, podsypał panewkę,