Cap!» Tak krzycząc, pan Rejent na stół pochylony,

Z palcami swymi zabiegł aż do drugiej strony,

I «cap!» Tadeuszowi wrzasnął tuż nad uchem:

Tadeusz i sąsiadka, tym głosu wybuchem

Znienacka przestraszeni właśnie w pół rozmowy,

Odstrychnęli od siebie mimowolnie głowy,

Jako wierzchołki drzewa powiązane społem

Gdy je wicher rozerwie; i ręce pod stołem

Blisko siebie leżące wstecz nagle uciekły,

I dwie twarze w jeden się rumieniec oblekły.