Jak wielki żagiel, biorąc wszystkie wiatry w siebie,

Od południa na zachód leciała po niebie.

I była chwila ciszy; i powietrze stało

Głuche, milczące, jakby z trwogi oniemiało.

I łany zbóż, co wprzódy kładąc się na ziemi

I znowu w górę trzęsąc kłosami złotemi

Wrzały jak fale, teraz stoją nieruchome

I poglądają w niebo najeżywszy słomę.

I zielone przy drogach wierzby i topole,

Co pierwej, jako płaczki przy grobowym dole,