Krowa coraz ku niebu wznosi wielkie oko,

Usta z dziwu otwiera i wzdycha głęboko;

A wieprz marudzi w tyle, dąsa się i zgrzyta,

I snopy zboża kradnie i na zapas chwyta.

Ptastwo skryło się w lasy, pod strzechy, w głąb trawy;

Tylko wrony, stadami obstąpiwszy stawy,

Przechadzają się sobie poważnymi kroki,

Czarne oczy kierują na czarne obłoki,

Wytknąwszy język z suchej szerokiej gardzieli

I skrzydła roztaczając, czekają kąpieli;