Ileż to razy chciałem serce me otworzyć,

I już się nawet przed nim do próśb upokorzyć,

Lecz spojrzawszy mu w oczy, spotkawszy wejrzenia

Zimne jak lód, wstyd mi było mojego wzruszenia;

Śpieszyłem znowu jak najzimniej dyskurować

O sprawach, o sejmikach, a nawet żartować!!

Wszystko to, prawda, z pychy: żeby nie ubliżyć

Imieniowi Sopliców, żeby się nie zniżyć

Przed panem prośbą próżną, nie dostać odmowy,

Bo jakież by to były między szlachtą mowy,