Częstokroć najzimniejsze oko łzę uroni!

Biedna, słysząc o moim odjeździe, pobladła,

Bez przytomności, ledwie że trupem nie padła,

Nie mogła nic przemówić: aż się jej rzuciły

Strumieniem łzy — poznałem, jak byłem jej miły!

Pomnę, pierwszy raz w życiu jam się łzami zalał

Z radości i z rozpaczy, zapomniał się, szalał.

Już chciałem znowu upaść ojcu jej pod nogi,

Wić się jak wąż u kolan, wołać: »Ojcze drogi,

Weź za syna lub zabij!« Wtem Stolnik posępny,