Uciekali ode mnie dawni przyjaciele;

Kto był lękliwy, z dala witał się i stronił:

Nawet lada chłop, lada Żyd, choć się pokłonił,

To mię zboku szyderskim przebijał uśmiechem.

Wyraz zdrajca brzmiał w uszach, odbijał się echem

W domu, w polu. Ten wyraz od rana do zmroku

Wił się przede mną, jako plama w chorym oku.

Przecież nie byłem zdrajcą kraju.

Moskwa mnie uważała gwałtem za stronnika.

Dano Soplicom znaczną część dóbr nieboszczyka;