Gości innych nie widział oprócz spółleśników, —

Teraz widzi: na niebie dziwna łuna pała,

W puszczy łoskot, to kula od jakiegoś działa,

Zbłądziwszy z pola bitwy, dróg w lesie szukała,

Rwąc pnie, siekąc gałęzie. Żubr, brodacz sędziwy,

Zadrżał we mchu, najeżył długie włosy grzywy,

Wstaje na wpół, na przednich nogach się opiera,

I potrząsając brodą, zdziwiony spoziera

Na błyskające nagle między łomem zgliszcze:

Był to zbłąkany granat, kręci się, wre, świszcze,