Tadeusz z kilku gośćmi poszedł do stodoły,

A czuł się pomieszany, zły i niewesoły.

Rozbierał myślą wszystkie dzisiejsze wypadki:

Spotkanie się, wieczerzę przy boku sąsiadki;

A szczególniej mu słowo «ciocia» koło ucha

Brzęczało ciągle jako naprzykrzona mucha.

Pragnąłby u Woźnego lepiej się wypytać

O pani Telimenie, lecz go nie mógł schwytać;

Wojskiego też nie widział, bo zaraz z wieczerzy

Wszyscy poszli za gośćmi, jak sługom należy,