Kwietnej. Pogoda była prześliczna, czas ranny;

Niebo czyste, wokoło ziemi obciągnięte,

Jako morze wiszące, ciche, wklęsło-wgięte,

Kilka gwiazd świeci z głębi, jako perły ze dna

Przez fale; z boku chmura biała, sama jedna,

Podlatuje i skrzydła w błękicie zanurza,

Podobne do niknących piór Anioła Stróża,

Który nocną modlitwą ludzi przytrzymany

Spóźnił się, śpieszy wracać między spółniebiany.

Już ostatnie perły gwiazd zamierzchły i na dnie