Niebios zgasły, i niebo środkiem czoła bladnie.

Prawą skronią złożone na wezgłowiu cieni

Jeszcze smagławe, lewą coraz się rumieni;

A dalej okrąg, jakby powieka szeroka

Rozsuwa się i w środku widać białek oka,

Widać tęczę, źrenicę — już promień wytrysnął,

Po okrągłych niebiosach wygięty przebłysnął,

I w białej chmurce jako złoty grot zawisnął.

Na ten strzał, na dnia hasło, pęk ogniów wylata,

Tysiąc rac krzyżuje się po okręgu świata,