Cmokają z cicha; charty nadstawiły uszy,

Wytknęły pyski na wiatr i drżą niecierpliwie,

Jak dwie strzały złożone na jednej cięciwie.

Wtem Wojski krzyknął: «Wyczha!» Zając smyk zza płotu

Na łąkę; charty za nim; i wnet bez obrotu

Sokół i Kusy razem spadli na szaraka

Ze dwóch stron w jednej chwili, jak dwa skrzydła ptaka,

I zęby mu jak szpony zatopili w grzbiecie.

Kot jęknął raz, jak nowo narodzone dziecię,

Żałośnie! Biegą szczwacze: już leży bez ducha,