Zresztą ubiór ten samy, w jakim dziś w kaplicy

Składała snop wiosenny dla Boga Rodzicy.

Użęła znów dla gości nowy snopek ziela;

Jedną ręką zeń kwiaty i trawy rozdziela,

Drugą swój sierp błyszczący poprawia na głowie.

Brali ziółka, całując jej ręce, wodzowie;

Zosia znowu dygała w kolej zapłoniona.

Wtem jenerał Kniaziewicz wziął ją za ramiona,

I złożywszy ojcowski całus na jej czole,

Podniósł w górę dziewczynę, postawił na stole,