Jeden szlachcic na zgodę powszechną nie zważa.

Patrz, wytknął głowę oknem z kuchni refektarza;

Patrz, jak oczy wytrzeszczył, jak pogląda śmiało,

Usta otworzył, jakby chciał zjeść izbę całą;

Łatwo zgadnąć, że szlachcic ten zawołał: »Veto!«

Patrzcie, jak za tą nagłą do kłótni podnietą,

Tłoczy się do drzwi ciżba, pewnie idą w kuchnię;

Dostali szable551, pewnie krwawy bój wybuchnie.

Lecz tam na korytarzu, Państwo uważacie

Tego starego księdza, co idzie w ornacie: