Zawołało: «Niech żyje Kurek na kościele!»

Ciżba tłoczy się w salę, a Maciej na czele.

Sędzia gościa za rękę do stołu prowadził

I wysoko pomiędzy wodzami posadził,

Mówiąc: «Panie Macieju, niedobry sąsiedzie,

Przyjeżdżasz bardzo późno, prawie po obiedzie».

«Jem wcześnie — rzekł Dobrzyński — ja tu nie dla jadła

Przybyłem, tylko że mnie ciekawość napadła,

Obejrzeć z bliska naszą armią narodową.

Wieleby gadać — jest to ani to, ni owo!